Burgery z bobu i kaszy jaglanej

Burgery z bobu i kaszy jaglanej


To chyba jedne z lepszych burgerów na blogu. W sumie trochę ich tu już jest i w zasadzie ciężko mi zdecydować. W ciągu roku najczęściej jadam buraczane, ale teraz postawiłam na sezonowość. Tak więc zamiast fasoli czy ciecierzycy w kotletach wylądował bób. W tej chwili ziarna bobu nie są już tak małe i soczyste jak na początku sezonu. Są bardziej mączyste i trzeba je dłużej gotować. Idealnie sprawdzą się więc jako składnik burgerów, past czy pasztetów. Gotowałam cały kilogram bobu na raz. Po wyłuskaniu do kotletów użyłam 1/2 kg, a z reszty zrobiłam pyszny hummus. Na niego także będzie przepis na blogu ;) Tradycyjnie już lubię zapiekać burgery wieczorem w piekarniku, a przez następne dni odsmażać je na patelni grillowej dzięki czemu są chrupiące z zewnątrz i soczyste w środku.


Cukinie faszerowane komosą i mozzarellą

Cukinie faszerowane komosą i mozzarellą


Na blogu znajdziecie już kilka pomysłów na faszerowane warzywa (chyba czas stworzyć osobną kategorię): papryki, cukinie i bakłażany. Tym razem znów nadziałam cukinie. Zrezygnowałam z dużej ilości przypraw na rzecz ziół i ciągnącej się mozzarelli. Lubię faszerować okrągłe cukinie. Pięknie się prezentują. Zawsze wyjadam do połowy farsz, a potem zabieram się za ścianki. Do tej wersji znakomicie pasuje gęsty sos pomidorowy, taki jak do pizzy. I oczywiście świeża bazylia do podania.


Orkiszowe brioszki z jagodami i cynamonem

Orkiszowe brioszki z jagodami i cynamonem


Kilka razy w tygodniu spaceruję razem z psem w lesie. Przez cały rok. Nie ma znaczenia czy jest -10 stopni czy +30. Kocham las, jego zapachy i to jak się zmienia wraz z kolejną porą roku. Las mnie uspokaja, pozwala zebrać myśli luz zwyczajnie je wyłączyć. Mieszkam nad morzem, ale to do lasu mnie ciągnie. Raczej nie spotkacie mnie spacerującej brzegiem Bałtyku. Ukojenia szukam nad ukrytymi pośród drzew jeziorkami, gdzie próżno szukać turystów, ba! kogokolwiek ;) Przemierzając znane lub odkrywając nowe ścieżki wiem również gdzie szukać owoców lasu. Mam swoje miejsce gdzie praktycznie nikt nie chodzi, gdzie co roku krzaczki jagód rosną wyższe niż gdziekolwiek indziej, a gałązki gną się pod ciężarem owoców. Nie trzeba nawet specjalnie się schylać, by same trafiały do słoika. Radość z zebranych samodzielnie jagód jest ogromna, nie zastąpi jej kupno owoców na straganie. Po zbiorach zawsze mam dylemat co przygotować i prawie zawsze kończy się na jagodziankach. I choć wielokrotnie pisałam, że ograniczam gluten, że unikam masła i mleka krowiego, to jednak... drożdżowe to drożdżowe. W tym temacie jestem staroświecka i robię wyjątek. Kilka razy w roku to nie zbrodnia ;) Tak więc te jagodzianki przygotowałam na bazie ciasta brioche, które przez noc leżakuje w lodówce. Jest to bardzo wygodne i mniej pracochłonne. Jak to brioche, bułeczki mają sporo masła, ale są pyszne, a przechowywane w szczelnym pojemniku zachowują świeżość przez kilka dni. Po trzech są nadal miękkie i lekkie niczym piórko. 


Copyright © 2014 Everyday cooking , Blogger